Івано-Франківська
обласна універсальна наукова
бібліотека ім. І.Франка

Адреса бiблiотеки:

76018
м. Iвано-Франкiвськ
вул. Чорновола, 22
тел. 0342 75-01-32
fax: 53-21-89
E-mail:

Відділ комплектування:
E-mail:
тел. 0342 752479

Відділ мистецтва:
E-mail:

Краєзнавчий відділ:
E-mail:

Науково-методичний відділ:
E-mail:
тел. 03422 53-32-31

Графік роботи:

Щоденно: 10:00 - 18:00
Субота - вихідний день
Cанітарний день - останній четвер місяця

Go[cie salonu literacko-artystycznego. Pamitka u|ytkownikowi



BBK    85.03

             H 72

Goście salonu literacko-artystycznego: pamiątka użytkownikowi / Ivano-Frankiv. OUNB im. I. Franka, dział lit. ze sztuki ; [organiz. H.I. Prystaj, Y.S. Mykhajluk, M.V. Demjaniv; komp. projektowanie S.I. Jakowenko; odpow. za prod. L.V. Babij]: - Ivano-Frankivsk, 2010. - 25 ekz.

W sztuce Prykarpacia są wybitne osobowosci, którzy zasługują na uznanie i szacunek dla pracy twórczej.

Biblioteka otwiera nową serię „Goście salonu literacko-artystycznego", która ma na celu zwrócenie uwagi na kwestie sztuki i wprowadzenie osiągnięcia twórczych i niezwykłych losów utalentowanych ludzi, spotkaniem z którymi odbyło się w sali artystycznej obwodowej biblioteki naukowej Iwana Franka.

Planowana publikacja jest zalecana do obiektów pracowników biblioteki i wielu czytelników.

Uwagi, sugestie i zastrzeżenia należy wysłać na adres

m. Ivano-Frankivsk, ul. Czornovola, 22, obwodowa universalna naukowa biblioteka im. I. Franka, dział literatury ze sztuki, tel. 75-01-32

E-mail: libifua@gmail.com

Organizatorzy: Prystaj H.I. - kierownik dzialu literatury ze sztuki OUNB im. I. Franka

Demjaniv M.V. - bibliotekarz dzialu literatury ze sztuki OUNB im. I. Franka

Mykhajluk Y.S. - bibliotekarz dzialu literatury ze sztuki OUNB im. I. Franka

Tłumacz: Mykhajluk Y.S - bibliotekarz dzialu literatury ze sztuki OUNB im. I. Franka

Komputerowe projekt.: Jakowenko S.I. - bibliotekarz dzialu literatury ze sztuki OUNB im. I. Franka

Odpowiedzialna za prod.: Babij L.V. - dyrektor OUNB im. I. Franka

Hanna Umanciv:  

Bożonarodzeniowe objawienie

5 stycznia 2010 roku w przeddzień jasnego święta Bożego Narodzenia Chrystusowego w salonie literacko-artystycznym w bibliotece obwodowej uniwersalnej naukowej im. I. Franka odbyło się twórcze spotkanie z Нanną Umanciv, iwanofrankowską mistrzyną-hafciarką.

Pani Hanna przedstawiła ponad pięćdziesięciu swoich robót. Jej kolekcję składają wyszyte koszuly, obrusy, ręczniki, wyhaftowane nićmi i bisiorem obrazy ta ikony, podolskie hafty. Dzieje ona taflą, krzyżykiem, na szyfonie i tkankowym płótnie. Roboty pani Hanny zdumiewają doskonałością, dystynkcją i dobrą energetyką.

Wśród osiągnięci mistrzyni: dyplom Ogólnoukraińskiej wystawy amatorskiej plastycznej i dekoracyjno-stosowanej sztuki (m Kijów, 1999); dyplom uczestnika pierwszego festiwalu „Galicja dawne czasy" (2007); dyplom uczestnika obwodowej sprawozdawczej wystawy dekoracyjno-stosowanej sztuki (1999); wystawy do 187-ej rocznicy od urodzin T. Szevczenka (2001); III regionalnego festiwalu „Piosenki Opola" (m Rohatyn, 2001); dzięki: za aktywne uczestnictwo w przeprowadzeniu miejskich kulturologicznych przedsięwzięci (2001-2002); w Międzynarodowym festiwalu „Rodoslaw" (2001, 2009); Karpackim wernisażu (2007-2009) i inne.

W przytulnej atmosferze biblioteki nam wypadła możliwość osobiście kontaktować się z utalentowaną mistrzyną, hafciarką i prosto pięknym człowiekiem.

  • Pani Hanno, jasna aura Waszego mistrzostwa inspiruje... A jak było w Waszym dziecieństwie, w której atmosferze formował się Wasz talent? Gdzie urodziliście się i rośliście?

- Urodziłam się na Tarnopolu na wsi malarskiej Bożkiv Berezańskiego regionu. Wyrastałam razem z młodszą siostrzyczką Marią. Nasza babcia była starszą siostrą w cerkwi, przeżyła dziewięćdziesięciu lat i całe życie działa. Zapewne, właśnie babcia zaszczepiła mi miłość do haftu.

  • A kiedy odczuliście potrzebę duchową w tworzeniu takiego piękna? Kto był Waszym pierwszym opiekunem, pierwszym nauczycielem? I czy pamiętacie swoją pierwszą robotę?

- W mojej rodzinie, jak już mówiłam, działa babcia. Ale swoją pierwszą robotą, jak jest nie dziwnie, ja zawdzięciam swojej sąsiadce, - uśmiecha się. - Jednak zobaczyłam u sąsiadki wyhaftowaną cierkwię. Robota mi tak się spodobała, że zmusiłam babcię nauczyć mnie dziać. Więc, moją pierwszą nauczycielką była właśnie ona, a pierwszą robotą stała się i jest wyhaftowana wiejska cierkwa z dwoma aniołami, którą sprezentowalam cerkwi.

  • Pani Hanno, za fachem Wy towaroznawca, przećwiczyły dwudziestu lat fabryce radiowej, a haft - Wasze hobby. Ależ haft jest bardzo zaaferowanym zajęciem, jak Wam udawało się jednoczyć rodzinę, robotę i hobby?

- Tak, oczywiście, haft - moje hobby. Ja i dnia nie mogę przeżyć, żeby nie wyhaftować chociażby krzyżyka, no, oprócz niedzieli i świąt, oczywiście. Powstaje wrażenie, że jeśli ja chociaż jeden dzień nie dosiądę za haft - dzień przeżyłam niepotrzebnie! A kiedy pracowałam, przychodziłam z roboty i migiem za haft, - śmieje się, - ta i podczas roboty niekiedy udawało się haftowac,  współpracowniczek uczyłam.

  • Kto inicjował Waszą pierwszą wystawę?

- Ponad dwudziestu lat temu nauczycielka, wychowawczyni dziecięcego sadku, Vira Oleksiivna Zubrycka zaproponowała mi organizować wystawę haftow, wiąże w czasie przed Szewczenków dni. Od tej pory przyjmuję uczestnictwo w wielu wystawach, festiwalach, wernisażach.

  • Wasze roboty, zapewne, mają duży popyt? Wśród zleceniodawców Waszych robót przeważają ludzie jakich wiekowych kategorii?

- Tak, oczywiście, popyt na moje roboty istnieje i to nie może nie cieszyć serce. Przecież, wyszyte ręczniki, koszuly - to są tradycje ukraińskiego ludu, które trzeba pamiętać i odradzać. Jak przyjemnie widzieć ludzi, a zwłaszcza młodzież i dzieci w haftach, i chciało się by nie tylko w święta.. Tradycyjną ukraińską odzież trzeba popularyzować, przecież inny lud stale chodzi w swoim ludowym ubraniu. Ale, niestety,  jeszcze do tego nie zwykliśmy. A głównymi moimi interesantami jest moja rodzina  i przyjaciele. Staram się wszystkich swoich znajomych założyć w hafty. Swoje roboty darzę krewnym na święta, dni urodzenia. Również dzieję na zamówienie. I przyjemnie, że dziś potrzebę w hafcie odczuwają ludzie wszystkich wiekowych kategorii.

  • Pani Hanno, czy mają cenę Wasze roboty ?

- To zależy od wybranego zleceniodawcą materiału i złożoności samego haftu. Ale główne - nie ile będziemy miały za swoją robotę, a przedstawiamy, co swoim utworem niesiemy w świat.

  • Pani Hanno, jeśli już zaczęliście mówić o modzie, który styl u Waszych haftach? Przytrzymujecie się tradycyjnych wzorów czy jakoś chciecie modernizowac swoje modele? Co Wam więcej do duszy?

- Znacie, dla mnie to nie ma jakiegoś zasadniczego znaczenia. Niezwykle ciekawy dziać stare tradycyjne wzory, niby zaglądasz do historii ukraińskiego ludu... Ale nie mniej ciekawy tworzyć coś nowe, modernizowac tradycyjny haft, dodając jakieś własne kreski, stwarzać nowe modele, żeby młodzi ludzie mogli założyć ją  do odzieży stylowej.

  • Macie już swoich naśladowców, czcicielów Waszego mistrzostwa?

- Tak, są bardzo dużo życzących nauczyć się dziać. Do mnie zwracało się wielu amatorów haftu, przy czym jak dorosłych, tak i dzieci.

       •  A nad czym teraz pracujecie?

- Na dzień dzisiejszy są wiele zamówień na bluzy różnych modeli (nie nadążam, dlatego pracuje i w dzień, i w nocy). Ta pocieszano, że moje roboty przynoszą ludziom zadowolenie. Moje hafty są w prywatnych kolekcjach jak w Ukrainie, tak i za granicą. I pragnę, żeby ukraiński haft szedł w lud, do ludzi, bo to nasze rodzone, narodowe.

Osiedlenie mistrzyni, jak muzeum: różne hafty mają tu swoje miejsce. Opowiadając o każdej z ich, pani  Anna  dotyka się do swojego stworzenia, jak gdyby do żywej istoty, przecież w każdej robocie zostawiła cząstkę swojego serca... 

-     Nie sekret, że każdy z nas chce być szczęśliwym, ale zarazem, każdy wkłada w słowo „szczęście" różną treść. Co oznacza szczęście dla Was osobiście, i czy uważacie siebie szczęśliwym człowiekiem?

- Dla mnie szczęście - to wówczas, kiedy ciebie rozumieją i podtrzymują. Niewątpliwie, jestem szczęśliwym człowiekiem, przecież mnie otaczają bliscy  ludzie. Dał Bóg nam z mężczyzną Bogdanem wychować dwóch córek Nadę i Lilę, a także mam świetnego zięcia Witalija. Jestem szczęśliwa babcia - mam przepięknych wnucy Aleksandra i Solomijka.  Rodzina jest moją oporą. Zwłaszcza bez pomocy mężczyzny by nie mogłam zajmować się ulubioną sprawą, która również jest treścią mojego życia. Dziękuję Bogu za talent, którym on mnie obdarował.

-       Pani Hanno, szczerze dziękujemy Wam za wylewną rozmowę. Życzymy Wam mocnego zdrowia i Boskiego błogosławieństwa na stworzenie nowych artystycznych płócien. Spodziewamy się, że oni jeszcze nieraz będą zdumiewać nas swoją niepowtarzalnoscią.

-       A ja, z kolei, szczerze wdzięczna dyrekcji i pracownikom działu literatury ze sztuki za zaprosiny i organizację wystawy moich robót. Życzę wam i czytaczom biblioteki wesołych świąt, smacznej kutii i szczęśliwego Bożego Narodzenia. Niech noc Bożonarodzeniowa białym śniegiem zaśnieża byłe nieporozumienia, niech kolęda rozsieje smutek, a razem z gwiazdą Bożonarodzeniową do waszych osiedlen wejdą pokój, spokój i dostatek.

P. S. Patrzę na tę szczególną kobietę: oczyj ej promieniują jasnosc i radość, spokój duchowy, dobro i szczerość. Twórczość mistszyni dotyka najcieńkich strun duszy, ogrzewa ciepłem, roztapia nawet lodowate ludzkie serca.

Więc tak istnieje na świecie: żyjemy obok i nie znamy, czym napełniona dusza ludzka, którego pragnie wzlotu; nie zamierzamy się: a, może, blask tej duszy będzie bogacił i nas, otworzy nam świat piękna?

 

Żanna Mojsejenko

Tajemnice duszy ludzkiej przez graniastosłup  fotoobiektywa

20 lutego 2010 roku czytelniki biblioteki obwodowej uniwersalnej naukowej im. I. Franka zapoznali się z ciekawym człowiekiem - maistrem zdjęcia - Żanną Mojsejenko. Każdy kadr mistrzyni - malutka historia z życia.  Niezwykle wymowne i emocjonalne roboty Żanny przypadły wszystkim obecnym do duszy. Sztuka zdjęcia, którą posiada ta czarowna kobieta, pozwala odczuć indywidualnosc każdej osobowości.

Na ekspozycji przedstawiono ponad 50 robót pani Żanny, wśród których przeważnie portretowe foto, wizerunki architekturnych instrukcji Przykarpacia, wesela, fabularne foto, reportaże, zwyczajne mgnieniam życia. Sztuka zdjęcia, którą doskonale posiada autorka, jest unikalną przydatnością odtwarzać wrażenie, które urządza na człowieka zobaczone. Roboty mistrzyni mówią same za siebie, ich nawet nie trzeba nazywać. Tak, przeglądając zdjęcia, zawiedliśmy rozmowę z pani Żanną.

-       Pani Żanno, powiedzcie troche o sobie.

- Urodziłam się w Polsce, w rodzinie wojskowego. Mieszkalam w Mołdawii, Czechosłowacji. Z 16 lat mieszkam w Iwano-Frankiwsku, mam syna. Długi czas pracowałam na zakładzie „Rodon", zdjęciem zachwycam się z 23 lat, dlatego już kilku lat z rzędu pracuję w salonie zdjęcia.

-          Pani Żanno, Wy macie bardzo wielu ciekawych robót! Trzeba, żeby ludzie ich kontemplowali. Dlaczego przed ten czas nigdzie nie wystawialiście się? Przecież to Wasza pierwsza osobista wystawa.

  - Dla mnie głównie zajmować się zdjęciem - moją ulubioną sprawą - i od tego delektować i przynosić radość ludziom. A do organizacji wystawy mnie pobudzili przyjaciele, które uważają, że moje roboty zasługują na szersze audytorium, a także zaprosiny od dyrektora waszej biblioteki, pani Ludmiły Babij.

-    Widzę, że aparat fotograficzny zawsze obok z Wami, nie pozostawiacie jego nie na minutę?

-      Tak, aparat fotograficzny - to dzienniczek moich życiowych wydarzeń, ochroniarz mgnienia... Boję się przepuścić coś główne, dlatego on zawsze ze mną. Znacie, aparat fotograficzny stawia pytanie i jednocześnie odpowiada na nich. Przecież fotografik może zobaczyć człowieka taką, którą ona nigdy siebie nie widziała, dowiedzieć się o ją to, czego ona o sobie nie zna.

-       Które najbardziej ciekawe fragmenty z życia trafiły do obiektywu Waszego aparatu fotograficznego?

-       Dziecięce uśmiechy, dociekliwe poglądy, bobasy i całusy kohanych ludzi... Te jaskrawe fragmenty z życia ludzi są przedstawione na moich zdjęciach. Znacie, zawsze szukam nowych wrażen, pragnę odnotować ich, żeby dać możliwość dołączyć się do ich innym.

-        Który okres czasu zajmujecie  się ulubioną sprawą? I robota nad czym przynosi największe zadowolenie?

- Już ponad 10 lat zajmuję się zdjęciem. Jeszcze od dziecka zachwycałam się portretami. Mi podobają się oblicza ludzi, ich emocji. I robota z nimi przynosi mi największy rozkosz. Jestem, najpierw, zwolenniczką tak zwanego przyrodniczego zdjęcia. Dlatego dla mnie są ważne roboty z człowiekiem i umiejętności widzieć jasnosc, inne - z czasem. Lubię każde oblicze, które fotografuję, przecież każdy człowiek jest taki niepowtarzalny. Domysły, fantazje - to wszystko wtórne.

-       Które środki najczęściej wykorzystujecie przy stworzeniu zdjęcia?

-       Właśnie minimalna i prostota środków stwarza bardzo ciekawą obrazę. Dlatego dosyć udanymi są obrazy w czarno-białych tonach. Fotograf, moim zdaniem, powinienen lączyć kilku odcieni, które by nie odwracały uwagę widza i jednocześnie i prawdziwie przekazały informację i nastroj portreta. Dla odbioru lekką jest przewaga cielesnego koloru.

-       Która znana osobowość trafiła pod celownik Waszego, pani Żanno, fotoobiektywu?

-       W moim artystycznym dorobku sa portrety znanego francuskiego aktora filmowego Gerara Depard'e, Wiktora Juszczenka, Włodzimierza Litwina, Inny Bogosłowskiej i innych znanych polityków, pierwszych osób miasta i naszego obwodu, aktorów, wykonawców, malarzy i pisarzy. Ponad wszystek lubię fotografować dzieci, wesela i kobiety, które noszą pod  sercem dziecko, ponieważ właśnie w tym okresie kobieta jest najbardziej delikatną, od szczęścia świecą się oczy. I na zawsze odnotować te emocje może tylko zdjęcie.

-         Kogo z tych, kto trafił do pola Waszego widzenia, chcieliście by wzorować się?

-        Oczywiście, dzieci, przecież oni - niewyczerpane źródło energii. Pracować z nimi chociaz i ciężko, natomiast bardzo ciekawie, chce się ich stale wzorować się. Główny sekret sukcesu - dziecko powinno pokochać fotografa. Przecież bobasy - nie aktorzy, oni nie umieją pozować i odtwarzać mimikę. Oni są szczere, otwarte, przyrodnicze. Dlatego, patrząc na te podobizny gołych bobasów, odczuwasz jakieś niewiarogodne oczyszczenie, niby po spowiedzi czy modlitwie.

-       Co jest źródłem Waszego natchnienia?

-         Mój żywioł - podróży i stały ruch. Ja - odrębny łowca za wrażeniami. Mi jest ciekawe wszystko, że mnie otacza, właśnie dlatego, być może, moje roboty są żywe i przyrodnicze. To odrębne „foto doniesienia", romantyczne i marzycielskie      .

-      Świetnie wyglądacie! Jak wam się zdaje, dzięki czemu człowiek długo zostaje sie młodym i ładnym?

-      Bardzo lubię oczy i rozpoznaję człowieka właśnie po ich.  Uważam, że z wiekiem człowiek nabywa tego wyrazu twarzego, na który dostąpiła. Żeby zostawać zawsze młodą i atrakcyjną, trzeba troszeczkę: szczery uśmiech, dobry humor i ciut-ciut kosmetyki, a główne, moim zdaniem, we wszystkim widzieć pozytyw.

 

R. S. Mówią, każdemu człowiekowi Bóg dał talent, ale jego trzeba obowiązkowo rozwijać. Konsekwentna praca, chęć tworzyć dobro - to i jest szansa wspiąć się na wyższy schodek swojego utalentowania.

Przyjaciele i znajomy Żanny stwierdzają, że ona zaczarowuje otaczające swoją niestrudzoną energetyką i miłoscią do życia. Przed takim człowiekiem nie można być obłudnym, ją niemożliwie oszukać. Spotkawszy się z tą urodziwą i zawsze uśmiechającą się kobietą, mimo woli nabierasz się energii. Ona promieniuje miłość do wszystkiego, że ją otacza. Właśnie to i jest studnią odrębnego talentu.

 

Plejada talentów artystycznych:          

Idziemy na spowiedź  do widza...

28 lutego 2010 roku w sali artystycznej obwodowej biblioteki uniwersalnej naukowej  im. I. Franka otworzyła się wystawa malarstwa artystów amatorskich: Nadieżdy Resitnyk, Henrijetty Nakoniecznej, Sergiusza Petroszenka z Iwano-Frankiwska i Włodzimierza Czybara z Kalusza. 

Do przeglądu przedstawiono utwory różnych stylowych  i rodzajowych kierunków plastyki.

Czciciele  malarstwa miały możliwość nie tylko dołączyć się do przepięknego świata sztuki, spotkać się z ciekawymi ludźmi, a także kontaktować się bezpośrednio z autorami i dowiedzieć się o właściwościach ich twórczości. Prezentacja robót odbyła się w formie artystyczno-intelektualnego show.

Nadieżda Reszitnyk powiedziała, że za fachem ona jest inzynierem naftogazowego przemysłu.  Dłuższy czas pracowała na zakładzie. Dziś - główny księgowy BHV „Solidarność".

Od dziecka przejawiła siebie jako twórcza osobowość, zajmując się najpierw wokalistyką, a później grą na muzycznych instrumentach. Po raz pierwszy wzięla do rąk pędzel i farby w dojrzałym wieku. Od tej pory malarstwo ostatecznie wzięlo w niewolę jej duszę, stanąwszy dla pani Nadziei odrębnym okienkiem w świat wiecznego i przepięknego. Będzie realizowała siebie w gatunku ekspresyjnego krajobrazu i martwej naturzy. Obrazy pisze z uśmiechem. Oni mimo woli zmuszają człowieka, który ich kontempluje, rozluźnić się i odpocząć, nabrać się dodatnich emocji od kontaktu ze sztuką.

Wyodrębniają się na wystawi  roboty z florystyki Henrijetty Nakonecznej. Urodziła się ona 1939 roku w mieście Komsomolsk  (Rosja).  Po wojnie przyjechała z rodzicami na Przykarpacia, gdzie i mieszka po dzisiaj. Za fachem - inżynier-ekonomista.  Z 1996 roku zaczęła pisać wiersze, wydała trzy zbiory. W fundacjach biblioteki obwodowej są zbióry Henrijetty Nakonecznej "Mgnienia wieczności", "Dusza z duszą mówi", "Skrzyżowanie".

Z 1998 roku zafascynowała się florystyką. Pierwszy obraz otrzymał nazwę jej pierwszego wiersza - „Polana". Twórczy dorobek nalicza 13 obrazów. Wystawa w bibliotece obwodowej uniwersalnej imienia I. Franka  stała się pierwszą osobistą wystawą w życiu malarki. Ulubiona sprawa - komunikować z przyrodą Karpat, w której ona czerpie natchnienie dla napisania poezji i obrazów.

Najmłodszy z malarzy - trzydziestoletny Sergiusz Petroszenko. Dyplomowany psycholog. Malarstwem zajmuje się ze szkoły. Będzie realizował siebie w gatunkach krajobrazu klasycznego, aplikacji artystycznej, malarstwa symbolicznego.

Na pytanie: - „Co miało wpływ na jego duchowy rozwój?" Sergiusz powiedział: „Dziecieństwo przeprowadziłem w stałych podróżach do Dnipropetrowska do wsi do babci, gdzie stanęły dla mnie bliskimi krajobrazy kozackiego stepu i dostojeństwo Dniepru-Sławuty, i podróży na Zakarpacie, podczas których inspirowałem się pięknem i dostojeństwem Karpat. Wszystko to znalazło swój odcisk w moich robotach, w chęci  donieść innym ludziom piękno i niepowtarzalnosc krajobrazów ukraińskich".

 

Dużą ekspozycję z 34 obrazów przedstawił

Włodzimierz Czybar

Malarz oświadczył o sobie niedawno, jednak swoje grono czcicielów on już ma, napisał blisko 50 dużych robót ŕęđčëîě, masłem, pastelem i gwaszem. Ostatnich pięciu lat krok po kroku W. Czybar szuka swój własny styl, który można wyznaczać jako filozoficzny new-symbolizm. Wśród lepszych robót malarza: „Pani historia", „Czworo koni", „łowcy-graczy", „Skarb narodu". Korzystając możliwością, kontaktowaliśmy się z p. Włodzimierzem.

  • Pane Wlodzimierze, znam, że malarstwem zajmujecie się niedawno. Co Was pobudziło podjąć się za pędzel?

-         ­Farbami rysuję tylko pięciu lat, przedtem rysował ołówkiem. Potężnym impulsem dla początku mojej twórczości stały się książki o światowym malarstwie, które stopniowo zbierałem w swoją domową bibliotekę. Ja i dotychczas otrzymuję katalogowe pismo «Art-Ukraina», które trzymało i trzyma mnie w kursie wszystkich światowych osiągnięci w tej branży. Zapaliłem się ideą, być może, naiwną w tym, że, zaczynając, chciał bardzo szybko oświadczyć o sobie nie tylko w Kalusie. Napomknąłem Salwadora Dalej, który w młodości też powiedział sobie, że stanie się lepszym malarzem. I naprawde im stanął. Nie powtarzam Dalej, ale dopilnował takie same zastanawiania się i u siebie. Ciekawie, że z każdą wystawą, a ich robiłem raz na rok, zaczynając z 2006 roku, mi rzeczywiście udawało się swoje plany urzeczywistniać udanie.

  • Opowiedzcie, prosi, o technice, stylu swoich robót, jak rodziły się idee i urzeczywistniają się, przecież Wasze obrazy są takie niepodobne jedna za jednej, takie .

-         Pracuję w technice i oleju, a swój styl warunkowo nazywam nowym symbolizmem. Każda moja robota - to malutkie odkrycie.  Coraz chcę stworzyć coś nowe, niepowtarzalne. Ja nie z tych malarzy, które depczą się na miejscu, i nie z tych, kto pracuje od lat „ślepy" w jednym stylu. Znam jedno, że przez rok, dwa będę całkiem innym, być może, niespodziewanym dla siebie i dla wszystkich, kto mnie zna. Głównie, odczuwam, że listwa będzie mną postawiona jeszcze powyżej. I ją podołam. Znam i swoje minusy. Przy udanym poszukiwaniu tematów trochę odstaje malowniczy kolorowy plan. Nie zważając na całą jaskrawość farb, w moich robotach jeszcze nie jest dosyć skomplikowana paleta kolorowego myślenia. Nad tą usterką będę pracować i przypuszczam jego potracić. Boję się jednego, nie powtórzyć nikogo z znanych. Niech w poszukiwaniu czegoś nowego będę nabił sobie ăóëł, ale które to szczęście znaleźć wreszcie własną dróżkę w malarstwie.

  • Skąd czerpiecie nowe idee dla twórczości?

-         W tym mi pomagają moje podróży i wyjazdy służbowe, związane z inną robotą,  nowe spotkania z ciekawymi ludźmi. Oni akurat nakładają odcisk na moje obrazy, sprzyjają urodzeniu nowych idei. Dotychczas w swoich robotach odbijałem ogólnoludzkie tematy - miejsce człowieka w społeczeństwie, środowisku („Przeciwstawianie się", „Pani historia", „Pajęczyna wspomnień", „Skarb narodu"). Jednak chcę rysować na temat inny, w szczególności bytu, stosunków mężczyzny i kobiety, dzieci. Tego jeszcze nie dotykałem, ale ono naprzodzie.

  • Jak rodziły się Wasze obrazy? Czy lekko, zakończywszy jedną, rozpoczynać nową?

-         Jeśli szczerze, to robotę nad obrazem zawsze boję się rozpoczynać. Długo patrzę na puste płótno. I tylko, kiedy wyraźnie dojrzeje fabuła obrazu, robię pierwsze ňîđęŕíí˙ pędzlem. Ciekawie, że skręty w fabule odbywają się w trakcie samej roboty. I jak jest nie dziwnie, te detale, które pojawiają się żywiołowie, często stają się najbardziej jaskrawymi. Każda moja robota bez względu na rozmiar, ma różną długotrwałość urodzenia. Są obrazy, nad którymi pracuję tydzień, a są takie, że do dwóch-trzech miesięcy, na przykład, "Pani historia".

  • Pani Wlodzimierze, ludzie przyzwyczali się do malarstwa tradycyjnego, czy to krajobraz, czy martwa natura, czy podobizna. Oni są zrozumiałe wielu ludziom. Wasze obrazy inne. Czy nie boicie się, że ich nie zmogą zrozumieć, a tym samym i ocenić?

-         Piszę obrazy dla myślącego widza. W moich robotach nierzadko są łączące dwie fabuły, na przykład, „Twarze. Wieś", „Wyjaśnianie stosunków". Myślę, że ludzie, które lubią nie prosto kontemplować utwory, a odrębnie czytać ich, moje pomysły zrozumieją. Malarz - to człowiek, który idzie po drodzę, żeby znaleźć na niej rozmówcę, któremu on może opowiedzieć wszystko, jak na spowiedzi.

  • Jeśli wziąć pod uwagę organizację wystaw artystycznych i innych imprez kulturalnych w naszym mieście, to można powiedzieć, że sztuką interesuje się mniejsza ilość ludzi. Jak być z tym?

-         Moim zdaniem, przedtem ludzie z zadowoleniem odwiedzali imprezy kulturalne, więcej interesowały się duchowym. A teraz, niestety, ludzkość  duchowo zubożało, nie ma chęci aktywnie pracować nad wzbogaceniem swojej duchowości. W ogóle podtrzymuję mądre słowa artystów Europy, które mówiły, że pozostaje przy życiu i staje się szczęśliwym ten naród, który duchowo bogaty. Więc uświadomić to nie zaszkodziło by i nam.

  • Pani Wlodzimierze, dziękuję Wam za rozmowę. Życzymy nowych osiągnięci u twórczości i nowych osobistych wystaw.

-         Z kolei życzę wszystkim wiary w swoje siły, więcej optymizmu, uporczywości w osiągnięciu swojego celu i duchowego wzbogacenia.

 

P.S. Ciekawy i niejednoznaczny Włodzimierz Czybar, nie zatrzymuje się na osiągniętym, stale w poszukiwaniu doskonałego malarstwa. Niema zasięgów jego marzeniom, nowym pragnieniom. Prawdziwe zakochanie w sztukę - oto skąd chęć tworzyć piękno!

 

Ukraińska literatura na scenie

         24 marca 2010 roku w o bibliotece obwodowej uniwersalnej naukowej im. I. Franka z okazji Międzynarodowego dnia teatru odbyły się obrady okrągłego stołu, na którym omawiał się problem „ Literatura Ukraińska na scenie".

         Okrągły stół odbył się przy uczestnictwie pisarzy, reżyserów i aktorów Iwanofrankowskiego obwodowego akademickiego muzyczno-dramatycznego teatru im.  I. Franka, Iwanofrankowskiego obwodowego akademickiego teatru lal im. M. Pidhirianki, Iwanofrankowskiego teatru folkloru, ludowych świąt i widowisk, wykładowców katedry sztuki teatralnej Instytutu sztuk Przykarpatckiego narodowego uniwersytetu im. W. Stefanyka.

         Podczas omawiania udźwiękawiały się myśli co do rozwoju dramaturgii ukraińskiej, omawiały się ciekawe pytania.

-        Co pobudziło ojczystych reżyserów inscenizować utwory współczesnych pisarzy ukraińskich?:

-       Rostisław Derzypilski - dyrektor Iwanofrankowskiego obwodowego akademickiego muzyczno-dramatycznego teatru im. I. Franka, dostąpiony artysta Ukrainy: - Porozmawiamy o postawieniu powieści Marii Matios „Słodka Darusia" od razu w dwóch teatrach: Iwanofrankowskim akademickim obwodowym muzyczno-dramatycznym teatrze im. I. Franka i Czerniowieckim dramatycznym teatrze im. O. Kobylanskiej. Ten, kto czytał „Słodką Darusie", zna na ile to ciężki pokład dla odbioru, co już mówić o inscenizowaniu. Inne prozaiczne utwory współczesnych pisarzy ukraińskich również swego czasu poruszyły kulturalne audytorium: „Moskowiada" Jurija Andruchowicza i „Polowe badania z ukraińskiego seksu" Oksany Zabużko. Oczywiście, ukraińskim teatrom zabrakło silnej i ciekawej dramaturgii, jeśli oni biorą się za adaptację prozy - dobrego, jednak a jednak nie teatralnego materiału.

-         Anna Babynska - wykładowca katedry sztuki teatralnej Instytutu sztuk Przykarpatckiego narodowego uniwersytetu im. W. Stefanyka: - Reżyserzy zwracają się do prozaicznych utworów dlatego, że na dzień dzisiejszy dramaturgia rozwija się trochę mniejszą miarą. Niestety, teraz ciężko znaleźć ciekawą sztukę z dogłębną problematyką, żeby wcielić ją na scenie teatralnej. I reżyserzy coraz częściej zwracają się do prozaicznych utworów, żeby mieć szerzej plewi dla własnej improwizacji.

-         Jarosław Tkacivski - poeta, prozaik, dziennikarz, stowarzyszony Narodowego Zwiazku pisarzy Ukrainy: - przytrzymuję się trochę innej myśli co do współczesnych utworow dramatycznych. Mnie niepokoi pytanie, dlaczego reżyserzy nie biorą pod uwagę utwory dramatyczne pisarzów krajowych - N. Dziczki,  J. Jarosza, W. Babija, dlaczego oni nie wchodzą do repertuaru Ivanofrankowskich teatrów.

-         Włodzimierz Pidcerkowny - reżyser Iwanofrankowskiego obwodowego akademickiego teatru lal im. M. Pidhirianki: - Pane Jarosławe, chcę was pocieszyć, że w planie teatru lal inscenizowanie jednego z utworow W. Babija.

-         Czy istnieje dziś problem z dramaturgią ukraińską?   

-         Włodzimierz Pidcerkowny: - Dramaturgia ukraińska, zaczynając z otrzymania krajem niepodległości, przeżywa nieproste czasy. Chociażby dlatego, że w naszym państwie nie istnieje nawet fachu  "dramata". Dlatego stosunki ludzi, które piszą utwory dramatyczne, z teatrami, które ich stawiają, teraz skomplikowane apriori. Inna, nie mniej istotna przyczyna niezażądanej współczesnej dramaturgii ukraińskiej wywołana przede wszystkim tym, że mało kto zna o utworach współczesnych dramaturgow ukrainskich.

-         Aleksander Szymanski - dostąpiony artysta Ukrainy, aktor, teatrolog: - W radzieckie czasy były pretensje do ideologicznego poziomu dramaturgii, ale ona miała fachowe jakości. Po niepodległości dramaturgię zaczęły odrzucać bez względu na to, ideologiczna ona czy nie. Oczywiscie, dla odzyskania fachowości trzeba, żeby stawiały utwory literata, przeciez doświadczenie przychodzi w robocie. Dlatego ważnie, żeby reżyserzy pracowali z dramatami, bo jak teatr gubi bez tego, tak i dramaturgia. Ale w ogóle, ja nie myślę, że i ojczysta dramaturgia, którą mamy teraz, jest nieprofesjonalna. Dobrych postawień nie tak już dużo, ale oni są.

-         Swietlana Janusz - aktor Iwanofrankowskiego obwodowego akademickiego teatru lal im. M. Pidhirianki, zastępca dyrektora: - Jeszcze jeden ciekawy niuans - dramaturgia stała się wolną. Ponieważ handlowy interes ludzi, które piszą utwory dramatyczne, dosyć jest odnośny, a ideologicznej prosto nie istnieje, dramaci są wolne w swoim wyborze, w swojej fantazji. Oni nie sa związane  końskimi okularami i w tym idą na krok naprzodzie od teatru, bo on nie ma tej wolności.

-         Rostisław Derzypilski: - Jeszcze jedną z przyczyn, dlaczego dosyć rzadko odbywają się postawienia utworów współczesnych dramatow, jest brak reżyserów. Oto, na przykład, sprosiliśmy do nas pracować Sergiusza Kuzyka - rezysera z Biłorusi, człowieka odpowiedzialnego, utalentowanego, aktywnego, z nowymi ideami.

-         Sergiusz Kuzyka - reżyser Iwanofrankowskiego obwodowego akademickiego muzyczno-dramatycznego teatru im.  I. Franka: - Dziękuję, pane Rostysławie. A co do pytania o problemie w dramaturgii, to do jej rozstrzygnięcia by zaproponowałem stworzenie ukraińskiej asocjacji dramaturgii, w planach której było by:

-          uprawomocnić fach dramata;

-          pomagać rozwojowi ojczystej dramaturgii;

-          popularyzować dramat ukraiński, stworzywszy dla tego specjalny centrum.

-        wymiana doświadczeniem: 

-        Anna Babynska: - Moim zdaniem, dla dobrej współpracy teatru z pisarzami, jest potrzebna ich obecność na rozmaitych postawieniach. Również by zaproponowałam żywy kontakt z aktorami.

-         Rostisław Derzypilski: - Tak, oczywiscie. To dobra idea. Literatura i teatr - to oddzielne pokłady sztuki. A dlatego między nimi są jak wspólne linie, tak i odmienność. Co do przedstawienia «Słodka Darusia», to sam utwór - to podstawa dla inscenizowania. Ja, jak rezyser, zobaczyłem dana powieść po swojemu i urzeczywistnić jego też chciałem ponieważ to widziałem.

-         Jaroslaw Tkaciwski: - Ja, jak przedstawiciel obwodowej organizacji Narodowego Związku pisarzy Ukrainy, to odowiazkowo weźmę waszą propozycję, pani Hanno, pod uwagę i razem zmożemy ją zrealizować.

         P. S. Uczestnicy okrągłego stołu wnieśli propozycję stworzyć przy bibliotece klub artystów i przeprowadzać coroczne podobne spotkania co do omawiania istotnych dla sztuki teatralnej pytań.

 

Nadiezda Sadowjak: Z iskrą Boską

30 marca 2010 roku sala artystyczna biblioteka obwodowej uniwersalnej naukowej im. I. Franka do przedwielkanocnego tygodnia stała się odrębną świątynią ikon. W strojnych uposażeniach, okolonych bisiorem, w blasku aury dobra i dostojeństwa patrzyły na widzy Boska Matka Poczajivska, Święta Bogórodzica Iverska, Cudowna Matka Boska Hosivska, Jerozolima Matka Boska i obrazy świętych. A twórcą tego piękna była mistrzyni i prosto piękna kobieta Nadieżda Sadowjak.

W trakcie organizacji wystawy  zawiedliśmy rozmowę z pani Nadieżdą.

-       Pani Nadio, gdzie urodziliście się i uczyliście się?

- Urodziłam się i mieszkam w Iwano-Frankiwsku. Skończyłam Iwanofrankowski państwowy pedagogiczny instytut  im. W. Stefanyka. Teraz pracuję w reklamowej agencji „media-przedsięwzięcie".

-      Już 5 lat sercem, rozsądkiem i pracą rąk, nurkując do różnorodności bisiorów, tworzycie piękno. A kto wykształcił pania techniki bisiorów przecież z zawodu Wy - nauczyciel muzyki?

- Jak jest nie dziwnie, ale właśnie od syna przejęłam tę technikę i on jest moim pierwszym nauczycielem. Chlubię naszymi z synem wspólnymi ikonami „Archanioł Mychail" i „Matka Boska z Jezusem". W ogóle za 5 lat było stworzono blisko 200 robót. Dużo ich stanęło cząstką rodzonej ziemi w różnych kącikach świata.

-       Pani Nadzieje, haft ten dla Was robota czy hobby?

- Wziąwszy do rąk igłę i bisior, zrozumiałam, że to „sprawa mojego życia" i odczuła, że sam Bóg kieruje moimi rękami. Która by jest zmęczona nie byłam, pomodlił się, zawsze biorę się do twórczości.

  • Pani Nadio, czy przyjmowaliście uczestnictwo w festiwalach i czy wystawiały się przedtem gdzieś Wasze roboty?

-         ­Tak, byłam uczestniczką Karpackiego wernisażu i festiwalu „Galicja dawne czasy". A pierwsza osobista wystawa moich ikon, o której zawsze w duszy marzyłam,  odbędzie się w ścianach waszej gościnnej sali.

  • Ile robót przedstawiono na wystawie?

-         Tu eksponują się ponad 30 robót. Ale to tylko nieduża cząstka mojego dorobku za 5 lat, ponieważ znaczna ich ilość na dzień dzisiejszy jest prywatną własnością wielu osób.

  • Wasze roboty, zapewne, mają duży popyt, tak czy nie?

-      Tak, oczywiście, i to mnie cieszy. Swoje roboty darzę krewnym i przyjaciołom na wybitne daty. Również dzieję na zamówienie. Święta ikona musi być w domu każdej ukraińskiej rodziny. Zwłaszcza lubię stwarzać uposażenia dla imiennych ikon (Świętej Anny, Świętej Eliżbiety, Świętego Mikołaja, Świętej Haliny i in.). Duzo moich robot są własnością znanych ludzi Przykarpacia, Ukrainy, Kanady, USA, Portugalii, Włoch, Hiszpanii. Przecież, pociskawszy rodzoną ziemię, nasi ziomkowie wiozą  z sobą ikonę jako cząstkę Ojczyzny, jako ochroniła i obrona na obczyźnie.

  • Czy wyodrębnia się Wasza technika haftu wśród innych technik maistrów?

-         W trakcie twórczości wynalazłam kilka autorskich technik, które poszerzyły diapazon technicznego wykonania i wzbogaciły moją kolorystyczną paletę robót. Przed początkiem roboty zawsze studiuję historię pochodzenia ikon, dobieram kolorystyczną gammę.

  • Pani Nadzieje, czy macie utwory, które dla Was sa najbardziej kosztowne?

-         Najbardziej kosztowną dla mnie jest pierwsza robota - ikona „Serce Jezusa".

  • Kto i co inspiruje Was na robotę, skąd powstaje rozumienie, że właśnie ta ikona powinna tworzyć się? To zależy od humoru, stanu duszy, czy to jest znak Boski?

-         No, pewnie, to jest znak Boski, bo tworzenie ikony - to i jest odrębny stan duszy. A także przezyte mną emocje są bodziecem do stworzenia nowych robót.

  • A na koniec chciało się by spytać, którymi zasadami w życiu kieruje się Nadieżda Sadowjak?

-         Żyję dla rodziny, dla ludzi, kieruję się Boskimi przykazaniami, które powołują czynić dobro w naszym świecie, być szlachetnymi, cierpliwymi, sprawiedliwymi, mądrymi, pracowitymi, i umieć znajdować dla każdego dobre słowo.

  • Z którymi marzeniami i myślami dosiądziecie za wielkanocny stół?

-         Żeby wszyscy w rodzinie byli  żywe i zdrowe. Nie mam już matki, dlatego proszę u Boga długich lat życia dla mojego ojca i siostry. Proszę szczęśliwej doli dla córki i syna, które są sensem mojego życia. Również za wielkanocnym stołem pomodlę się za to, żeby świat stał się lepszym, a my żeby z  miłoscią i wiarą mieszkały każdy swój dzień.

  • Pani Nadio, czy macie twórcze pomysły na przyszłość? Czego jeszcze nie zrobiono i co jeszcze chciało by się osiągnąć? Prosze podzielic się z nami.

-         Teraz pracuję nad ikoną Zarwanickiej Matki Boskiej. A w ogóle w moich planach wyhaftować jeszcze wielu ikon.

  • Pani Nadio, szczerze dziękujemy Wam za wylewną rozmowę. Życzymy niewyczerpanej energii, nowych idei, szczęścia, zdrowia i dobra. Niech muza twórczości nigdy Was nie pociska.

-         Również dziękuję Wam za gościnność i dobrą organizację mojej pierwszej osobistej wystawy. Niech radość wielkanocnych świąt wejdzie w każdy dom ukraińskiej rodziny, napełni Wasze dusze i serca wiarą, nadzieją i miłością.

P. S. Każdy utalentowany człowiek musi obowiązkowo rozwijać jego, doskonalić się, i swoim twórczym darem odczuwać siebie duchowo bogatym.  Przecież duchowość - to główne bogactwo, ktore trzyma nas na świecie, pomaga rozumieć i widzieć jeden w jednym Człowieka. I, jak powiedział ojciec Roman Terlecki, błogosławiąc otwarcie wystawy, każda ikona pani Nadieżdy jest stworzona z czystym sercem i miłoscią, jak dotyk do wieczności i dzięki Bogu za duży talent, jako modlitwa.

 

Оновлено 20-02-2024
© 2020. ОУНБ iменi I. Франка